Media od kilku lat donoszą o istnieniu nowej mody wśród młodzieży – cyfrowych narkotyków w postaci dźwięków, którymi mają odurzać się dzieci w szkołach i liceach. Na ile to zagrożenie jest realne i na co, w zachowaniu dziecka zwracać uwagę?

e-narkotyki dźwięki uzależnienie

Czym są e-narkotyki?

Cyfrowymi narkotykami nazywane są specjalnie przygotowywane pliki dźwiękowe, które odtwarza się w słuchawkach. Dźwięki są emitowane niezależnie do obu uszu, a ich częstotliwość ma wpływać na fale mózgowe i je zmieniać. W efekcie, sesja słuchania 15-30 minutowej ścieżki dźwiękowej ma – w zależności od pliku – wywołać relaksację, pobudzenie, a nawet omamy czy halucynacje.

Jak zauważyć, że dziecko stosuje cyfrowe odurzanie?

Aby kupić e-narkotyki, trzeba ściągnąć specjalną aplikację o nazwie I-Doser i dokupywać do niej pliki z dźwiękami dające – zdaniem twórców – pożądany efekt. Cały system jest sprytnie wymyślony do tego, by zarabiać pieniądze, bo aplikacja odtwarza jednie specjalny format plików. Ich konwersja na inny format ma prowadzić do utraty funkcji (czyli ich słuchanie nie daje żadnego efektu).

Jeśli w historii wyników wyszukiwania znajdziesz takie nazwy jak „i-dose” czy pliki w formacie .drg to znaczy, że dziecko zdecydowanie interesuje się tym tematem. Ostrzeżeniem powinna być również charakterystyczna pomarańczowa ikonka z rysunkiem słuchawek w telefonie dziecka (choć obecnie można znaleźć kilka aplikacji do odtwarzania i-dose).

Czy e-narkotyki szkodzą (i działają)?

Na poziomie fizycznym trudno mówić tu o realnym „narkotycznym” działaniu. Nie wprowadza się do organizmu żadnej substancji chemicznej, zatem ryzyko np. zatrucia, nie istnieje. W przeprowadzanych przez wiele ośrodków naukowych badaniach, nie potwierdzono działania e-narkotyków i nie zauważono ich realnego wpływu na stan fizyczny.

Uważa się, że u osób, które twierdzą, że zauważają wpływ dźwięków na swój stan psychiczny i fizyczny w większej mierze działa psychika i nastawienie, a działanie e-narkotyków oparte jest na zasadzie placebo. Innymi słowy to chęć przeżycia odlotu, ten odlot warunkuje. Oczywiście, słuchanie jednostajnych dźwięków może wspomagać autohipnozę, bo działa tu tzw. deprywacja sensoryczna. Nasz mózg pozbawiony bodźców bądź atakowany jednym sygnałem, zaczyna bronić się tworząc iluzje i omamy – stąd u niektórych osób nieco silniejsze reakcje i wrażenia posiadania „wizji”.

Sam twórca aplikacji (który zarabia na niej spore pieniądze) twierdzi, że pliki dźwiękowe wprowadzone do sprzedaży działają na 80% populacji. To bardzo bezpieczny marketing produktu, bo osoba, która po odsłuchaniu pliku nic nie poczuje, uzna że pechowo znalazła się w 20 % osób niewrażliwych. Skuteczność placebo potrafi zaś wynieść nawet 65%.

Mimo tego, że e-narkotyki nie działają tak jak marihuana czy kokaina są niebezpieczne, bo otwierają dziecko na kontakt z substancjami psychoaktywnymi. Dziecko, które zaczyna szukać możliwości przyjęcia środka, który zmieni jego postrzeganie czy świadomość, będzie skłonne poszukiwać takich doznań ponownie i łatwiej sięgnie po kolejne środki psychoaktywne – leki, miękkie a później twarde narkotyki czy alkohol.

To, że dziecko zaczyna kupować i-dose, powinno być sygnałem dla rodziców, że  dziecko może mieć problemy emocjonalne, którymi trzeba się zająć. Warto wtedy skonsultować się ze specjalistą uzależnień bądź psychologiem dziecięcym.

Cyfrowe narkotyki (e-narkotyki) – o co chodzi?
Oceń ten wpis